1 września tego roku około godziny 5:00 rano obudziliśmy się w urokliwym hoteliku w Altötting, aby o godzinie 6:00 sprawować Mszę przed słynną czarną figurą Matki Bożej Łaskawej w maryjnym sanktuarium narodowym Niemiec. Początki kultu maryjnego w Altötting wiązane są z postacią św. Ruperta z Salzburga, który miał nawrócić jednego z książąt bawarskich, Ottona, przyczyniając się tym samym do chrystianizacji tych ziem. Na początku VIII wieku św. Rupert wzniósł na miejscu dawnej świątyni pogańskiej kaplicę poświęconą Matce Bożej i umieścił w niej cudowną figurę Maryi. W 1489 r. dwaj miejscowi chłopcy stracili życie – jeden z nich pod kołami wozu ze zbożem, a drugi utopił się w rzece. Po żarliwej modlitwie zrozpaczonych matek przed figurą Matki Bożej chłopcy wrócili do życia. Wieść o tych wydarzeniach sprawiła, że Altötting zaczęły nawiedzać miliony pielgrzymów. W 1623 r. książę bawarski Maksymilian I ogłosił Czarną Madonnę patronką Bawarii.

Szliśmy do kaplicy Matki Bożej ze świadomością, że 76 lat temu o tej samej godzinie i tak samo słonecznej pogodzie niemieckie samoloty zrzucały pierwsze bomby na naszą Ojczyznę. O tych wydarzeniach przypominała także nam pobliska miejscowość narodzin Adolfa Hitlera, którą mijaliśmy zdążając autobusem do Altötting. Niewielkie sanktuarium ma niezwykłą atmosferę, jakby przenikniętą łaską spływająca z nieba. Do Mszy świętej służyło dwóch Niemców- zakrystianin i ministrant We Mszy św. uczestniczyli także Niemcy, nie rozumiejąc naszej polskiej mowy. To nie było ważnie, bo Eucharystia przemawia językiem zrozumiałym dla każdego, a jest to język miłości. Przed obliczem bawarskiej Czarnej Madonny zanosiliśmy wspólnie gorące prośby, a prośba o pokój między narodami i ludźmi w tym miejscu, w tym zgromadzeniu i w tym czasie nabierała szczególnego znaczenia.

Zapewne w takiej atmosferze przebiegało zawierzenie Niemiec Matce Bożej Łaskawej 18 listopada 1980 r. przez naszego papieża św. Jana Pawła II. Powiedział wtedy miedzy innymi: „Jak wszędzie, tak też i tutaj czuję potrzebę zawierzenia Tobie, Matko, która w Wieczerniku stałaś u początku Kościoła objawiającego się wraz z zesłaniem Ducha Świętego na Apostołów, tego właśnie Kościoła, który przed tyloma wiekami dotarł na tutejsze ziemie i stał się wspólnotą wśród ludów mówiących tym samym językiem. Zawierzam Ci, o Matko, całe dzieje tego Kościoła i jego zadania we współczesnym świecie”. O tym zawierzeniu przypomina spiżowa statua św. Jana Pawła II umieszczona na ścianie sąsiedniego kościoła. Święty niejako z góry spogląda na niewielką kapliczkę, w które znajduje się cudowna figura.

W tej kaplicy sprawowaliśmy ostatnią Mszę św. na piętnasto dniowej pielgrzymce szlakiem sanktuariów Europy, w czasie której pokonaliśmy autobusem około 5 tysięcy kilometrów. Była to pielgrzymka trudna, ale piękna i owocna. Mieliśmy zacząć swoje pielgrzymowanie od zwiedzenia Strassburga, ale stało się inaczej. W czasie przesiadki na londyńskim lotnisku zaginęło kilkanaście naszych walizek. Byliśmy zmuszenie pozostać w Monachium kilka godzin, czekając na samolot z Londynu, którym dostarczono zagubione bagaże. Aby nie marnować czasu udaliśmy się na zwiedzanie stolicy Niemiec. Przez uroczy Plac Maryi doszliśmy do katedra Najświętszej Marii Panny, która jest najważniejszą budowlą sakralną w Monachium i jednocześnie jego symbolem. Dwie, widoczne z daleka wieże stanowią rozpoznawalny na całym świecie akcent tego miasta. Jest to największy kościół w stylu gotyckim w południowej części Niemiec. Może on pomieścić dwadzieścia tysięcy osób, czyli aż o siedem tysięcy więcej niż liczyło miasto w momencie powstania katedry. Jedna z legend związana z tą katedrą wyjaśnia historię powstania odcisku stopy na posadzce świątyni. Otóż diabeł założył się z budowniczym świątyni, że w budowli będzie takie miejsce, z którego nie będzie widać okien. I rzeczywiście jeśli staniemy na odcisku stopy nie zobaczymy żadnych okien.

W czasie naszego długiego i trudnego pielgrzymowania były takie miejsca „odciśniętej stopy”, gdzie wydawało się, że łaska i światło z nieba nie docierają do nas. Ale było to złudzenie, bo Maryja otwierała dla nas okna nieba, które rozświetlały najgłębsze mroki duszy ludzkiej i świata. Tak odebraliśmy zagubienie naszych bagaży i nie planowanie nawiedzenie świątyni Jej poświęconej w Monachium. A później Maryja prowadziła nas drogą mierzoną kilometrami i drogą łaski spływającej z nieba. Ta jasność i łaska boża w sposób szczególny dotykały nas w miejscach przez Boga wybranych. Spoglądaliśmy z nadzieją w niebo w La Salette, Lourdes, Fatimie, Santiago de Compostela, Ars i wielu innych miejscach. Dzisiaj ze swoich domów, miejscowości spoglądamy w górę i widzimy niebo znad La Salette, Lourdes, Fatimy, Altötting….. a na nim, jak czytamy w Apokalipsie św. Jana „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”. Głęboko wierzymy, że „Niewiasta” wyprasza nam u swojego Syna łaski potrzebne nam i naszym bliskim do mądrego i pięknego przejścia naszej życiowej pielgrzymki, której kres zna tylko Bóg.

ks. Ryszard Koper

Na pielgrzymkowym szlaku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *