Przed wyjazdem do Meksyku jeden z panów powiedział, że on jeździ do Cancun, mieszka w luksusowym hotelu, w którym może korzystać z bufetu przez 24 godziny na dobę. Bufet jest wliczony w cenę wyjazdu. Jednak cena nie była aż tak atrakcyjna. Do dziś nie mogę zrozumieć, dlaczego tak ważny jest całodobowy dostęp do bufetu. Ja osobiście potrzebuję pół godziny na spożycia posiłku, Siwek, koń moich rodziców potrzebował całą godzinę. Być może brak tego zrozumienia dyktuje mi maksyma: „Nie po to żyjemy, aby jeść, ale jemy po to, aby żyć”.

W czasie pielgrzymowania zamieszkiwaliśmy także w luksusowych hotelach i zasiadaliśmy przy suto zastawionych stołach. Jednak najbardziej ceniliśmy i rozkoszowaliśmy się ucztą przy stole, jaki zastawiała nam cudowna przyroda meksykańska, zabytki cywilizacji przed i po kolumbijskiej, niepowtarzalny folklor indiański, życzliwość mieszkańców Meksyku. Nasze duchowe ucztowanie sięgało zenitu, gdy gromadziliśmy się na uczcie Eucharystycznej w bazylice Matki Bożej z Guadalupe. Łzy wzruszenia u stóp patronki Ameryki mówiły same za siebie. Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe jest najstarszym sanktuarium maryjnym uznanym przez Kosciół. Jest także największym sanktuarium maryjnym na świecie. Przybywa tu rocznie około 20 milionów pielgrzymów.

Świtem, 9 grudnia 1531 roku młody Indianin Juan, jak zwykle wybrał się do kościoła na Mszę św. Przechodząc przez wzgórze Tepeyac spotkał Matkę Bożą. Taki był początek objawień, które zaowocowały licznymi nawróceniami i wpłynęły na los mieszkańców kraju, który jako niepodległy przyjął nazwę Meksyk. Juan przyszedł do biskupa, który go wysłuchał, ale oczekiwał znaku potwierdzającego objawienia. W najstarszym opisie tych wydarzeń czytamy: „Wówczas otworzył swój biały płaszcz, w którym były kwiaty, a kiedy rozmaite cenne kwiaty spadły na ziemię, wtedy umiłowany Wizerunek Doskonałej Dziewicy, Świętej Maryi, Matki Boga, nagle ukazał się w formie i kształcie, w którym pozostaje do dziś dnia i jest przechowywany w Jej kaplicy w Tepeyac, zwanym Guadalupe. Widząc go biskup i wszyscy tam obecni rzucili się na kolana z bojaźnią i czcią, wielce wzruszeni i poruszeni tym, co zobaczyli. Potem posmutnieli i zapłakali, a ich serca i umysły zatonęły w ekstazie”.

W Meksyku nie ma dużej Polonii, mimo to możemy spotkać liczne pamiątki świadczące o obecności naszego kraju w Meksyku. Jeden z nich jest w samej Bazylice Matki Bożej z Guadalupe. Pośród licznych narodowych flag, polska jest na pierwszym miejscu. Dzięki staraniom wielce zasłużonego dla Polonii w Meksyku Jerzego Skoryny, 3 maja 1959 roku Polska została poświęcona Matce Bożej z Guadalupe. Aby tego dokonać potrzebna była prośba prymasa Polski i rządu polskiego. Z pismem od prymasa nie było problemu, ale jak otrzymać pismo z prośbą o poświęcenie Polski Matce Bożej od pierwszego sekretarza PZPR. Pan Skoryna pominął sekretarza, a z prośbą zwrócił się do rządu londyńskiego. Dzięki temu miała miejsce bardzo podniosła uroczystość poświecenia Polski Matce Bożej z Guadalupe. Na zakończenie tej uroczystości Prymas Meksyku wciągnął polską flagę na maszt nad tablica z orłem w koronie i napisem „Polonia”.

Napełnieni duchową mocą opuszczamy sanktuarium Matki Bożej w Guadalupe. Jeszcze raz spoglądamy na Miasto Meksyk, gdzie znajduje się sanktuarium. Dzisiejsze Miasto Meksyk, to metropolia tętniąca życiem, pełna zabytków, muzeów, parków. Na centralnym placu zocalo, miejscu dawnych budowli sakralnych i pałacu króla Azteków stoi Pałac Narodowy – siedziba prezydenta kraju. W latach trzydziestych Diego Rivera ozdobił pałac prezydencki muralami, przedstawiającymi historię Meksyku. Obok stoi Katedra Metropolitarna z przepięknym, barokowym Ołtarzem. Pozostałości prekolumbijskiego jeziora możemy oglądać w Xochimilco, jednej z szesnastu dzielnic miasta, gdzie znajdują się słynne „pływające ogrody”. Tutaj na pływających gondolach spożywaliśmy obiad, a towarzyszył nam meksykański zespól folklorystyczny. To tylko mała cząstka tego, co mogliśmy obejrzeć w stolicy Meksyku.

Z Miasta Meksyk zrobiliśmy wypad do położonego 50 km od stolicy Teotihuacan, centrum kultowego Azteków. Od I do VII wieku po Chr. miasto to było najważniejszą potęgą polityczną i religijną Ameryki Środkowej. Oddziaływanie kultury tego ośrodka zauważa się w całej Mezoameryce Zostało usytuowane na osi północ-południe wzdłuż Drogi Umarłych. Droga o szerokości 45 m i długości ponad 2 km ciągnęła się od Cytadeli do Piramidy Księżyca. Wzdłuż niej wybudowano wiele świątyń, Piramidę Słońca oraz inne obiekty. Cytadela była prawdopodobnie mieszkaniem kapłanów i wyższych urzędników. W Świątyni Quetzalcoatla -Pierzastego Węża znajduję się grupa kamiennych rzeźb. Wspinaliśmy się na Piramidę Słońca nie tylko, aby podziwiać piękne widoki, ale jak zapewniał przewodnik Jurek, na szczycie piramidy zyskują moc spełnienia trzy nasze życzenia.

Następnie udaliśmy się do Taxco. Po drodze zatrzymaliśmy się w Cacahuamilpa, gdzie znajdują się największe jaskinie Meksyku, słynące z pięknych stalaktytów i stalagmitów, w wyrzeźbionych przez wodę i czas pięknych komnat w korycie podziemnej rzeki. Wieczorem dotarliśmy się do bajecznie położonego Taxco. W czasach prekolumbijskich okolice Taxco zamieszkiwali Indianie. W roku 1522 przybyli tu hiszpańscy poszukiwacze cyny i srebra. Dzięki temu do dziś produkcja srebrnej biżuterii i turystyka są głównym źródłem utrzymania mieszkańców „srebrnego miasta”. Usytuowane na dziesiątkach wzgórz Taxco zachwyca swym malowniczym położeniem. Niezwykle urokliwe są brukowane wąskie uliczki, niewielkie rynki. Z tego urokliwego pejzażu wybijają się wieże kościołów. Wśród nich dominuje kościół św. Sebastiana i św. Pryscylli, arcydzieło architektury w stylu churrigueryzmu.

Z tego magicznego miasta wyruszamy do innego miejsca, „perły Pacyfiku”, którego sama nazwa brzmi niemal magicznie- Acapulco. Najstarszy kurort Meksyku przyciąga turystów pięknymi plażami, z których można korzystać przez okrągły rok i czystą wodą. Cały rok kwitną tu różne gatunki drzew i krzewów. Miasto jest obsypane kwiatami. Dojrzewają tutaj owoce tropikalne. W kurorcie mają swoje rezydencje znane osobistości ze świata rozrywki i polityki. Z Acapulco robimy wypad na lagunę Coyuca. W osadzie rybackiej możemy się delektować potrawami przygotowanymi przez tubylców. Możemy także sami im pomagać w przygotowaniu posiłku. Krewetki i ryby spożywane na plaży były wyśmienite. W plażowym hamaku nabiera niezwykłego smaku mleczko kokosowe bezpośrednio z kokosa, do którego każdy w miarę swoich możliwości mógł dolewać trunku domowej roboty. Nie da się zapomnieć rejsu małymi łodziami rozlewiskami laguny w rezerwacie ptaków. Nagle nasze łodzie się wbiły się w piaszczystą mieliznę. Była to jednak kontrolowana „kolizja”. Na mieliźnie przewodnicy ustawili stolik i zastawili go napojami i jadłem. Oferowali także odmładzające maseczki z błota, który według ich zapewnień miały odmładzać o 10 lat. W pierwszym rzędzie skorzystały z tego panie. Po nałożeniu błota wyglądały jak nieboskie stworzenia. Ale chyba było warto zaryzykować chwilową brzydotą, bo gdy wypoczęte opuszczały cudowną krainę Azteków, rzeczywiście wyglądały o 10 lat młodsze.
Ks. Ryszard Koper

„Nie po to żyjemy, aby jeść…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *