Afrykańskie safari miłości

W roku 2017 przygotowywaliśmy wycieczkę do Tanzanii i Kenii. W programie mieliśmy najpiękniejsze parki narodowe tych krajów. Już same ich nazwy, jak Kilimandżaro, Serengeti…  brzmiały dla nas jak zapowiedź niezwykłej i fascynującej przygody. Otwierały furtki do magicznego i nieznanego świata. Nieogarnione przestrzenie mistycznych afrykańskich krajobrazów z tabunami przeróżnych zwierząt kojarzyły się z rajskimi obrazami. To piękno natury, naszym zachwytem przemieniało się w hymn uwielbienia Boga i wznosiło się ku niebu. Dziękowaliśmy Bogu za miłość przejawiająca się w ofiarowanym nam pięknie stworzonej natury.

Pośród tego piękna natury dostrzegaliśmy ludzką niedolę i ogromne cierpienie mieszkańców tej pięknej ziemi. Niejeden raz śmierć głodowa zagląda do ich ubogich lepianek i zabiera w pierwszym rzędzie najbardziej bezbronne dzieci. Trudno zapomnieć wyciągnięte rączki wygłodzonych dzieci z radością chwytające nawet kawałek niedojedzonej kanapki. Jest wiele powodów tej biedy, jednym z nich i może najważniejszym jest brak ludzkiej solidarności, zwyklej ludzkiej miłości i ludzka zachłanność, szczególnie wcześniejszych kolonizatorów.

W tym smutnym krajobrazie biedy dostrzegamy jasne płomyki nadziei i miłości. Najczęściej rozpalają je ludzie wpatrzeni w niebo i wsłuchani w słowa Chrystusa: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Nasz wyjazd miał również taki wymiar. Z paczkami i pieniędzmi jechaliśmy do Centrum Samarytańskiego w Bukanga nad jeziorem Victoria. Tam bowiem siostra Rut ze Zgromadzenia Dobrych Samarytanek buduje sierociniec dla porzuconych dzieci. Stąd bierze się tytuł tej książki- albumu „Afrykańskie safari miłości”.

Od strony materialnej Centrum Samarytańskie rośnie w zadziwiającym tempie. W przeciągu niespełna dwóch lat wybudowano trzy skrzydła sierocińca, kościół, ośrodek medyczny, wykopano studnię, uruchomiono adopcje na odległość, a w gospodarstwie rolnym uprawia się rośliny i hoduje zwierzęta na potrzeby sierocińca. Teraz trwa wyposażanie tych obiektów. Z pewnością jest to dzieło Boże, które Bóg realizuje przez ludzi ogromnego serca. W budowie tego dzieła wymienia się często założycielkę, i słusznie, wymienia się także różne organizacje, to też dobrze, ale nie było by tego dzieła, gdyby zabrakło ludzi szlachetnego serca, którzy ofiarowywali nieraz wdowi grosz na ten cel. Z Ewangelii wiemy, że taką ofiarę pochwalił Chrystus. Nie chodzi tu koniecznie o wielkość ofiary, ale o serce, miłość jaką w nią wkładamy.

Prawie od samych początków Wspólnota Dobrego Samarytanina z Nowego Jorku, przez modlitwę, życzliwość i ofiary materialne wspiera Centrum Samarytańskie w Bukanga. Muszę przyznać, że było to dla mnie niesamowite doświadczenie. Widząc ofiarność ludzi wzruszałem się do łez. Nie zapomnę 6-letniego chłopca, który na jedną z imprez charytatywnych przyniósł z domu-świnkę skarbonkę i ofiarował całe swoje oszczędności dla głodujących rówieśników w Afryce. Nie zapomnę także innej ofiary na tegoroczną (2018 r) imprezę charytatywną „Mikołajki” na rzecz głodujących sierot w Afryce. Otóż pani Wanda przywiozła z Leżajska niezwykły dar. Są to przepiękne choinkowe dekoracje, wykonane przez dzieci ze szkoły dla niepełnosprawnych. Gdy dowiedziały się one o sierocińcu w Tanzanii bez wahania oddały ozdoby na rzecz afrykańskich sierot. Takie wzruszające historie, pisane sercem znajdą się w drugiej części wspomnianej książki- albumu „Afrykańskie safari miłości”. Pierwsza część będzie ukazywać piękno afrykańskiej przyrody, które jest miłosnym wejrzeniem Boga na ziemię.

Zanim jednak książka- album będzie opublikowana będę zamieszczał na FB Wspólnoty i na stronie Nowojorskiego Klubu Podróżnika materiały archiwalne i aktualne, które pewnym przeredagowaniu i uwzględnieniu uwag czytelników FB zostaną opublikowane w formie książkowej. A zatem zapraszam do lektury wpisów na FB i komentarze. Wpisy będę się pojawiać w miarę moich możliwości czasowych.

 

Wołanie o pomoc

Wołanie afrykańskich sierot docierało do Wspólnoty Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku słowami Siostry Rut:

Kochani!

Nie chciałabym się za dużo rozpisywać na mój temat gdyż uważam, że w tym liście powinnam napisać o tych, którzy mają do tego większe prawo… . Mam na imię Rut i jestem siostrą zakonną nowopowstałego Zgromadzenia w Tanzanii. Całym sercem jestem Polką ale również całe moje serce jest tu w Tanzanii. Od wielu lat dane mi jest służyć tu w tym kraju wśród osób biednych, niechcianych, porzuconych przez najbliższych. Zgromadzenie Dobrych Samarytanek, to siostry, które chcą żyć z biednymi i dla biednych, dlatego nie budują osobnych domów dla siebie. Dzielą swoje życie z tymi, którzy zostali odepchnięci w różny sposób. W zeszłym roku złożyłam śluby właśnie w tym Zgromadzeniu na ręce tutejszego Biskupa. Zaczęło się nowe…. Dla mnie kolejny pomysł Pana Boga na moje życie.

Tu w Tanzanii jest bardzo dużo dzieci, które nie mają żadnej opieki, ponieważ ich rodziny są zbyt biedne. Wiele rodziców umiera na Aids lub zapada na choroby psychiczne. Takie problemy nękają tutejszych ludzi. I właśnie tu, w Tanzanii narodził się pomysł wybudowanie dla dzieci, sierot prawdziwego domu dla tych, którzy nie mają dachu nad głową, wybudowanie Centrum Samarytańskiego. W poprzednim Ośrodku słyszałam od dzieci: „Siostro wybuduj dla nas prawdziwy dom”. Te słowa bardzo głęboko utkwiły w moim sercu. Ten ośrodek nie był dla nich prawdziwym domem mieszkali bowiem razem z osobami dorosłymi, chorymi na Aids, trąd, a także z chorymi psychicznie, którzy zachowywali się bardzo agresywnie. Myślę, że teraz już rozumiemy dlaczego dzieci prosiły o prawdziwy dom.

We wspomnianym Ośrodku znajduje się dziewczynka Juliana, obecnie uczennica 3 klasy szkoły podstawowej. Została znaleziona przed drzwiami kościoła. Zostawiła ją tam matka. Dwuletnia dziewczynka siedziała pod drzwiami kościoła i płakała. Znalazł ją ksiądz, który przywiózł ją do tego Ośrodka, gdyż w naszej okolicy nie ma żadnego domu dla dzieci. Szlochając Julianna mówiła do mnie: „Mama mnie nie chciała, mama mnie nie kocha”. Tej rozmowy nigdy nie zapomnę. Małe dziecko otoczyliśmy miłością, ale jednak cos gnębiło dziewczynkę. Była zamknięta w sobie i bardzo smutna. Pewnego dnia zapytałam: „Juliana, co ci jest, dlaczego jesteś tak bardzo smutna, czy może jesteś chora?” Dziewczynka bardzo długo milczała i w końcu zaczęła płakać. Jej dobry kolega Franciszek powiedział do mnie: „Siostro, Juliana codziennie płacze gdyż tęskni za mamą”. Zapytałam Juliannę, czy to prawda. Dziewczynka pokiwała głową i powiedziała, że chciałaby mieć prawdziwy dom. Trudna sytuacja…pomyślałam, co mogę temu dziecku odpowiedzieć. Zaczęłam jej tłumaczyć i zapytałam, czy wie, że Jezus ją bardzo kocha.? Pokiwała głową, ale ja wiedziałam, że te argumenty nie trafiają do niej. Nie rezygnując mówiłam dalej: „Juliana, dowodem na to, że Jezus Cię kocha jest moja obecność tutaj oraz wszyscy, którzy nam pomagają, przysyłają pieniążki na jedzenie…na ubiór… . Dziewczynka zaczynała uważnie słuchać, a ja kontynuowałam dalej: Pamiętaj, ja tu jestem i nigdy ciebie nie zostawię, kocham cię i będę robić wszystko abyś miała prawdziwy dom.

Dziewczynka uśmiechnęła się. Od tego dnia nie widziałam jej smutnej. Gdy Juliana zobaczy mnie z radością biegnie do mnie i tuli się jak do mamy. Dla takich warto żyć i ofiarować swoje życie dla sierot, dla potrzebujących. Każde z tych dzieci w Ośrodku ma swoją własną tragiczną histerię i potrzebuje ludzkiego wsparcia i ludzkiego serca.

Do tej pory miałam wszystko poukładane…można powiedzieć; zabezpieczone finansowo, gdyż o wszystko martwili się moi przełożeni. Teraz, gdy Jezus ma dla mnie nowy pomysł na moje życie; być z biednymi i dla biednych, takich jak Julcia wszystko się odmieniło. Ofiarując dzieciom swoje życie i serce staram się stworzyć dla nich prawdziwy dom, a to wymaga także wsparcia materialnego. Dla nich takim domem będzie Centrum Samarytańskie, które jest w budowie. Dzięki ludziom wrażliwego i ogromnego serca rozpoczęliśmy budowę pierwszego skrzydła tego Centrum, a zaplanowane są następne dwa.

Mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy nie będą obojętni na los dzieci takich jak Julianna. Proszę przyłączcie się do mnie, abyśmy razem ratowali dzieci przed śmiercią głodową i przywracali im uśmiech na twarzy i poczucie szczęścia oraz dawali poczucie bezpieczeństwa, i że są kochane. Na tym dzisiaj zakończę. Serdecznie pozdrawiam wszystkich z Tanzanii…z Bukanga…z ziemi nadziei dla naszych dzieci. Wesprzyjcie nas w tym bożym dziele przez swoją pamięć modlitewną, a także pomoc materialną. Niech uśmiech dziecka, który jest uśmiechem samego Boga będzie dla Was nagrodą samego Nieba.

 

Takie były początki Wspólnoty Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku

O tym opowie Małgorzata Kaleta, koordynatorka Wspólnoty Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku.

Kilka lat temu w Internecie, przez przypadek trafiłam na stronę internetową jednej z fundacji. Jednak dla wierzącego nie ma przypadków, tylko Boża Opatrzność, Boży palec. Na stronie Fundacji były wzruszające obrazy ratowania afrykańskich dzieci od śmierci głodowej. Pomyślałam…. Boże czyż może być coś piękniejszego od uratowania komuś życia? Ale zaraz pojawiła się obawa – pytanie, która rodzi się w myśli niejednego z was, czy pieniądze przesyłane przez Fundację w 100% docierają do potrzebujących?

Na stronie była informacja o Siostrze Rut, misjonarki z Polski, która jedenaście lat temu wyjechała do Tanzanii, aby ratować od śmierci głodowej porzucone dzieci. Poświęciła całe swoje życie najuboższym. Postanowiłam odnaleźć Siostrę, aby z pominięciem Fundacji bezpośrednio wspierać ją w pięknym dziele. Zadzwoniłam do znajomego księdza z Polski, aby pomógł mi ją odszukać. Po kilku dniach nawiązaliśmy z nią kontakt. Okazało się, że moje podejrzenia były trafne, fundacja wykorzystywała zdjęcia Siostry Rut, jednak żadnego wsparcia w zamian nie dostała. Od tej pory w miarę moich możliwości przesłałam jej pieniądze bezpośrednio do Tanzanii. Po jakimś czasie nasze drogi chwilowo się rozeszły.

W tym czasie, kiedy nie miałyśmy ze sobą kontaktu, Siostra idąc za głosem Bożym postanowiła całkowicie poświęcić swoje życie sierotom, biednym, głodującym dzieciom. Misjonarka za zgodą miejscowego biskupa Musomy złożyła nowe Zgromadzenie Sióstr Dobrych Samarytanek. Do wcześniejszych ślubów ubóstwa, czystości i posłuszeństwie złożyła kolejny ślub, zamieszkania i życia z najuboższymi. Aby ratować porzucone dzieci od śmierci głodowej Siostra Rut postanawia wybudować Centrum Samarytańskie, w którym będzie je leczyć, jak również stworzy dla prawdziwy dom. Od miejscowego Biskupa dostała działkę pod budowę sierocińca oraz słowa „Siostro działaj…” Stanęła przed trudnym zadaniem. Sama miała zdobyć środki finansowe na budowę sierocińca. Niezachwiana wiara, że sam Jezus ją wspiera dodawała jej siły. Widząc ogromną biedę w Tanzanii, gdzie aż 70% ludzi głoduje oraz znając wysokie ceny materiałów budowlanych, które trzeba sprowadzać z zagranicy postanowiła polecieć do Ojczyzny, aby prosić o wsparcie. Pukała od drzwi do drzwi, jednak większość fundacji nie była zainteresowana przymierającymi z głodu afrykańskimi dziećmi.

Jeden z jej znajomych wskazał jej kolejną fundacje, która zajmuje się Afryką. Siostra zapukała i tam, jednak po zapoznaniu się z kosztami budowy, fundacja odmówiła pomocy, argumentując, że koszt budowy 400 tysięcy dolarów jest tak wysoki, że Siostra nie jest w stanie zrealizować tego projektu, a zatem ich pieniądze będą zmarnowane. Tu dodam, że mieszkanie w nowojorskim bloku kosztuje tyle samo co sierociniec dla 72 dzieci w Afryce. Zrozpaczona Siostra wróciła do Tanzanii, na powitanie wybiegły jej dzieci z pytaniem „Siostro czy zdobyłaś pieniądze na nasz dom?” Ona wiedząc, że nie może powiedzieć im prawdy krótko odpowiedziała: „Wszystko w rękach Boga”. W tej beznadziejnej sytuacji bezradności Dobra Samarytanka każdego dnia wznosiła modlitwy do Boga, aby dał jej ludzi, którzy jej pomogą.

Pomimo chwilowego braku kontaktu z Siostrą Rut, myśl o niej towarzyszyła mi ciągle. Ostatnio szukając biura turystycznego w Nowym Jorku, z którym mogłabym podróżować po świecie, co jest moją pasją. Ktoś mi powiedział, że ks. Ryszard organizuje ciekawe wyjazdy, podróże i pielgrzymki do odległych zakątków świata. Postanowiłam się do niego zgłosić. Okazało się, że w planowanych wyjazdach ks. Ryszarda będzie podróż do Kenii i Tanzanii. Podskoczyłam z radości. Moje największe marzenie od dziecka miało szanse realizacji. A ponadto miałam nadzieję spotkania Siostry Rut. Ta podróż w ekscytujący sposób zajęła całą moją uwagę. W międzyczasie dowiedziałam się, że powstaje Klub Nowojorskiego Podróżnika, że będzie miał swoją stronę internetową. Zainteresowałam się tym. Ks. Ryszard, wiedząc, że moją pasją jest podróżowanie i że przez wiele lat robiłam trasy pielgrzymek i wycieczek poprosił mnie o pomoc w przygotowywaniu programów na wyjazdy szczególnie europejskie. Obecnie przygotowałam cztery, moim zdaniem bardzo ciekawe pielgrzymki – wycieczki na Bałkany, do Grecji, Włoch i Skandynawii.

Po zapisaniu się na wyjazd do Kenii i Tanzanii bez zastanowienia opowiedziałam ks. Ryszardowi o Siostrze Rut i zapytałam, czy byłaby możliwość odwiedzenia jej. Odpowiedział, że zapyta o to w agencji organizującej wyjazd do Afryki. Pozostał jednak problem, bo kontakt z nią całkowicie mi się urwał w momencie, kiedy założyła nowe Zgromadzenie i przeniosła się w inne miejsce. Ks. Ryszard pomógł mi w poszukiwaniach Siostry Rut. Postanowił również sprawdzić, czy ktoś nie podszywa się pod Siostrę, publikując na FB numery kont na, które przyszli dobroczyńcy będą przesyłać swoje ofiary. Kontaktował się z poprzednim zakonem Siostry Rut, Kurią biskupią w Musomie, Episkopatem Polski. W czasie tych poszukiwań Siostra Rut sama wysłała dla ks. Ryszarda zaproszenie do grona znajomych na FB. Co za radość miałam już kontakt. To wyglądało jak zrządzenie Boże. Dopełnieniem tej nadzwyczajności była rozmowa z Siostrą Rut, w której opowiedziała mi o swoim śnie przed rozmową ze mną: „Przed nasza rozmową miałam sen: było jakieś spotkanie, dużo ludzi i na środku siedział pewien człowiek o urodzie żydowskiej. Wszyscy do niego mówili, każdy przedstawiał swoje prośby…. Ja stałam z boku i milczałam, mówiłam sobie, przecież On nigdy mnie nie usłyszy …każdy coś krzyczał. Ktoś nagle powiedział, że czas spotkania się skończył …i w tym momencie ten człowiek zwrócił się do mnie i zapytał: Ty też masz kogoś? Odpowiedziałam, że tak, mam moje dzieci i zaczęłam wymieniać ich imiona…nic więcej. On spojrzał na mnie i powiedział: Ty dostaniesz kogoś i pieniądze…i sen się skończył”. Siostra dodała: Wirzę że to nie jest zbieg okoliczności, że w tej całej mojej beznadziejnej sytuacji Bóg dał mi ciebie Małgosiu i i ks. Ryszarda oraz ludzi, którym mówisz o tych biednych dzieciach. Ja takiego daru przekonywania ludzi do pomocy w budowaniu Centrum Samarytańskiego nie mam…, ale zaufałam, że Pan da mi takich ludzi, którzy mi pomogą…sama nic nie zrobię, On o tym wie…. i w tym momencie pojawiliście się wy…. wiem, że Pan mi was zesłał”

Gdy opowiedziałam tę historię ks. Ryszardowi, zaproponował mi, że dopóki nie powstanie fundacja wspierająca te dzieci, to można na stronie internetowej Nowojorskiego Klubu podróżnika utworzyć sekcję „Uratuj życie dziecka – Afrykańskie misje”, gdzie będzie podane bezpośrednie konto Siostry Rut, na ten szlachetny cel. Pomysł okazał się bardzo trafiony, bo po kilku dniach pojawiło się wielu ofiarodawców z USA i Polski. Suma przesłanych ofiar, w tak krótkim czasie sięga już 10 tysięcy dolarów.

A na koniec posłuchajmy ewangelicznej przypowieści o dobrym Samarytaninie, który w czasie podróży ratuje życie drugiemu człowiekowi, który nie był nawet jego rodakiem. „Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: ‘Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał’. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: ‘Ten, który mu okazał miłosierdzie’. Jezus mu rzekł: ‘Idź, i ty czyń podobnie!’”

Odbywamy w życiu różne podróże, ponadto całe nasze życie jest podróżą na spotkanie naszego Pana, który przy spotkaniu zapyta każdego z nasz: Czy byłeś dobrym Samarytaninem? Jaką damy odpowiedź Bogu?

 

Takie były początki Wspólnoty Dobrego Samarytanina widziane z innej perspektywy czasowej

O tym opowie Małgorzata Kaleta, koordynatorka Wspólnoty Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku.

Kilka lat temu poznałam Siostrę Rut, polską misjonarkę, która niejednokrotnie ratuje afrykańskie dzieci od śmierci głodowej. Od czasu do czasu wspierałam finansowo jej misję, jednak później nasze drogi rozeszły się, ale nie na długo. W tym czasie Siostra Rut pełniej rozpoznała swoje powołanie, przez które Bóg wezwał ją, aby całkowicie poświęciła swoje życie najuboższym, porzuconym, bezbronnym i niechcianym dzieciom. Opuściła Zgromadzenie Franciszkanek Misjonarek Maryi i za zgodą Biskupa Musomy w Tanzanii założyła Zgromadzenie Dobrych Samarytanek, w którym zakonnice oprócz ślubów ubóstwa, czystości i posłuszeństwie składają ślub życia w ubóstwie i z ubogimi do końca życia.

Siostra Rut podjęła decyzję budowy Ośrodka Samarytańskiego w Bukanga, Tanzania dla głodujących i porzuconych dzieci przez biedne rodziny, które nie są w stanie ich wykarmić. Często są to sieroty, których rodzice zmarli na AIDS lub dopadła ich choroba psychiczna. W dotychczasowym sierocińcu mieszkają w jednych pomieszczeniach z dorosłymi osobami chorymi na trąd, malarią, AIDS, a także z chorymi psychicznie, doświadczając nieraz z ich strony agresji. Siostra Rut każdego dnia słyszy wołanie dzieci „Siostro wybuduj dla nas prawdziwy dom abyśmy mogli stąd odejść”. Serce jej pęka z bólu, kiedy patrzy na cierpienie tych dzieci, zranionych, porzuconych i głodnych. Wołanie dzieci o prawdziwy dom mocno ściska serce.

Ostatnio siostra opowiedziała mi historięą Juliany, którą rodzice podrzucili pod drzwi kościoła. Znalazł ją tam ksiądz i przywiózł do jej Ośrodka, gdyż w okolicy nie ma żadnego domu dla porzuconych dzieci. Dziecko płakało w niebogłosy, że mama jej nie chce, mama ją porzuciła, bo jej nie kocha. Siostra zaczęła opowiadać jej o Jezusie, który ją bardzo kocha, do dziewczynki jednak to nie trafiało. Siostra Rut nadal kontynuowała tą rozmowę mówiąc, zobacz dowodem na to, że Jezus cię kocha, jestem tutaj ja dla ciebie i nigdy cię nie zostawię, kocham cię i będę robić wszystko, abyś miała prawdziwy dom. Od tego momentu Julianna jej zaufała i zaczęła się już uśmiechać. Złamane serce porzuconej dziewczynki z dnia na dzień zabliźnia się. Został jednak problem budowy domu dla porzuconych dzieci.

Od miejscowego Biskupa Musomy w Tanzanii Siostra Rut dostała działkę pod budowę Samarytańskiego Centrum Samarytańskiego jednak finanse na to musi zdobyć sama. Nasze drogi po raz kolejny zeszły się, siostra poprosiła mnie o pomoc. Pomyślałam, Boże, tylko co ja mogę sama dla niej zrobić…. Próbowałam szukać pomocy w różnych Fundacjach i organizacjach charytatywnych, które znałam, ale w tych czasach ciężko uzyskać bezinteresowną pomoc.

Nasz Papież św. Jan Paweł II powiedział „ Uważam, że mam obowiązek mówić o Afryce, apelując do sumienia świata – świata żyjącego w dostatku, który bez skrupułów odbiera ubogim środki do życia, aby inwestować je w śmiercionośną broń. Oczy Afrykańskich dzieci osądzą nas….” Staram się wykorzystać każdy możliwy sposób aby „Wołanie głodujących dzieci z Afryki” dotarło do jak największej liczby osób, bo wtedy będzie większa nadzieja na wybudowanie Sierocińca dla nich. Wielu z moich przyjaciół już wspomogło budowę Centrum Samarytańskiego, do jednego z nich w podziękowaniu Siostra Rut napisała: „Witam Panie Jacku, podczas naszej rozmowy zapytał się Pan o dzieci. Niestety nie byłam w stanie o nich mówić, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że się rozpłaczę. A to byłoby nie ciekawe!! Więcej mówiłam o budowie, gdyż ta budowa daje mi nadzieje, że nasze dzieci będą miały prawdziwy dom…nadzieję na lepsze jutro. Nie umiem zbyt pięknie mówić…wolę działać i żyć miłością dla tych, którzy tego potrzebują szczególnie tutaj. Tu jest inny świat, inne tradycje, a dziecko? Tu jest dużo dzieci i nie zawsze są one najważniejsze. Żyją w brudzie i często są głodne. Taka tutejsza rzeczywistość. Dużo dzieci jest uzdolnionych, ale ze względu na brak pieniędzy pasą tylko krowy. Mieszkam tutaj już 11 lat i dużo się napatrzyłam. Serce ściska. Ale tu jestem i jeżeli się nic nie zmieni będę do końca mego życia, całe moje życie jest i będzie dla tych najbiedniejszych, szczególnie dla dzieci niechcianych, porzuconych, nie mających nikogo. Dla nich warto żyć!!!! Ale również zdaje sobie sprawę z tego, że sama nic tutaj nie zrobię, że są potrzebne osoby, które będą chciały się włączyć w to dzieło. Cieszę się, że Małgosia i ks. Ryszard chcą nam pomóc, to wielki dla nas prezent. Gdyż do tej pory prosiłam wiele fundacji, osób, organizacji i każdy odpowiadał mi, że nie są zainteresowani. Przykre…… Jednak odezwała się do mnie Małgosia…. w momencie beznadziei pojawiła się iskierka nadziei. Dlatego dziękuje za Pana zaangażowanie i przyłączenie się do budowy szczęścia tych, którzy nas potrzebują. Jeszcze raz dziękuje w imieniu dzieci tych, którzy są i którzy w przyszłości będą mieszkać w tym Centrum samarytańskim. Również dziękuje we własnym imieniu za promyk nadziei, że nie jesteśmy sami!!!!!”. Tu warto dodać, że Jacek do tej pory ofiarował ponad 20 000 dolarów, adoptował na odległość dziecko z sierocińca, a także wspomagał nas wielu akcjach charytatywnych.

Serce się raduje, gdy widzę na fotografiach, przesłanych przez Siostrę, jak mury Centrum Samarytańskiego pną się do góry. A to także dzięki Waszym ofiarom. Kilka dni temu zaczęliśmy nagłaśniać tę sprawę nagłaśniać, a już kilkanaście tysięcy dolarów zostało przesłanych lub zadeklarowanych na ten cel. Zbliżają się Święta Wielkanocne, wszyscy zasiądziemy do suto zastawionych stołów, zanim jednak to uczynimy przeżyjemy okres Wielkiego Postu, czas przygotowania się poprzez modlitwę, post i jałmużnę. Myślę, że z tych trzech najmilsza Bogu jest jałmużna złożona dla bezbronnych i porzuconych dzieci. Chrystus mówi: „Wszystko cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mieście uczynili”. Wspomóżmy te dzieci nie odwracajmy od nich oczu, udając, że ten problem nas nie dotyczy. Ofiary jakie złożycie w 100% docierają do Siostry. A ni jeden cent nie jest potrącany na jakiś inny cel.

Wszystkich serdecznie pozdrawiamy i w imieniu Siostry i dzieci w potrzebie serdecznie dziękujemy za Wasz czas poświęcony na przeczytanie tego artykułu oraz wsparcie materialne i duchowe. Niech dobry Bóg wynagrodzi Wam za wszystko, co wydarzy się po tym wołaniu o pomoc….

 

Z Klubem Nowojorskiego Podróżnika

W czasie naszych podróży w ramach Nowojorskiego Klubu Podróżnika docieramy do najdalszych zakątków ziemi. Podziwiamy oszałamiające piękno przyrody, zachwycamy się dziełami ludzkich rąk, poznajemy życie ludzi różnych kultur. Widzimy niewyobrażalne bogactwo oraz przerażającą biedę, która skazuje niewinne dzieci na śmierć głodową. To ostanie najbardziej boli i wznosi się wołaniem do Boga o sprawiedliwość na ziemi. Są jednak ludzie, którzy poświęcają całe swoje życie, aby ulżyć dzieciom pokrzywdzonym przez los, czy raczej ludzką niesprawiedliwość. Pracują oni z dala od ojczyzny, poświęcając swoje życie najbardziej potrzebującym.

Nowojorski Klub Podróżnika, w miarę swoich możliwości wspiera obecnie misje Siostry Rut w Tanzanii, która buduje nad Jeziorem Victoria Ośrodek Samarytański. Czynimy to porzez nagłaśnianie sprawy misji, zbieranie ofiar na ten cel, także w czasie naszych wyjazdów, wspieranie misji z naszych funduszy klubowych, jeśli takowe daje się nam uzyskać i na wiele innych sposobów. W sierpniu 2017 roku odwiedziliśmy placówkę Siostry Rut w Tanzanii. W kolejności chronologicznej wrócę do tych odwiedzin, opisując ich niezwykle wzruszający przebieg.

A zatem podróżując z Nowojorskim Klubem Podróżnika wspieramy także szlachetne dzieła. Więcej o działalności Klubu znajdziemy na stronie: nytravelclub.com.pl  A o misji w Bukanga na tej samej stronie w sekcji; Afrykańskie misje.

 

Maryjo ratuj niewinne dzieci

W niedzielę, 7 maja 2017 r. wolontariusze z nowo powstałej Wspólnoty Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku wyruszyli do Amerykańskiej Częstochowy, aby przeprowadzić zbiórkę pieniędzy na punkt medyczny oraz sierociniec dla porzuconych i głodujących dzieci w Tanzanii.

Jadąc tam jako koordynatorka całej akcji bardzo denerwowałam się czy to wszystko nam się powiedzie, czy aby na pewno uda nam się przeprowadzić zbiórkę pieniędzy na sierociniec. W moim sercu i głowie kołatała się tylko jedna myśl; nie mogę zawieść nadziei Siostry Rut oraz jej dzieci wybudowania dla nich domu oraz nadziei lepszego jutra. Ogromny stres towarzyszył mi przez całą drogę. Jednak po dotarciu do Amerykańskiej Częstochowy moje obawy szybko okazały nieuzasadnione.

Na miejscu wspólnie z wolontariuszami udaliśmy się do kościelnej zakrystii, aby potwierdzić nasz przyjazd. Kiedy stanęliśmy w drzwiach zakrystii Ojciec Krzysztof Drybka który sprawuje w Częstochowie funkcje przeora przywitał nas bardzo serdecznie, na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech, a w oczach dostrzegliśmy ojcowską miłość.

W tym momencie poczułam, że jesteśmy we właściwym miejscu, w domu Naszej Matki, Pani Jasnogórskiej. Ojcowie Paulini swoim ciepłym powitaniem i rozmową rozwiali w nas wszelkie obawy i stres związany z przeprowadzeniem zbiórki dla misji Siostry Rut.

Ponieważ nasza Wspólnota dopiero formuje się nie byliśmy jeszcze wystarczająco dobrze przygotowani, gdyż brakowało nam banerów i plakatów informujących ludzi na co zbieramy. Ojcowie Paulini zaproponowali nam jednak, abyśmy sami opowiedzieli ludziom o naszej afrykańskiej misji, udostępniając nam czas w czasie ogłoszeń, a resztę ludzie mogli doczytać z ulotek jakie rozdawaliśmy.

W ciągu dnia podchodził do nas kilkukrotnie Ojciec Bartłomiej, który podczas naszego pobytu w Częstochowie otaczał nas swoją opieką i troską o naszą, jak sam nazwał piękną misję ratowania drugiego człowieka. Okazało się również, że Ojciec Bartłomiej prowadzi radio głos z Częstochowy, do którego udzieliliśmy również wywiadu o Siostrze Rut i naszej Wspólnocie Dobrego Samarytanina, która będzie w USA działać na rzecz budowy sierocińca i punktu medycznego dla porzuconych i głodujących dzieci w Tanzanii. Ojciec Bartłomiej sprawuje również opiekę nad małżeństwami dla, których w sierpniu organizuje rekolekcje małżeńskie, na które serdecznie zaprasza pary małżeńskie z Nowego Jorku. Dla zainteresowanych podaje link na którym można uzyskać więcej informacji i wysłać zgłoszenie chęci udziału w rekolekcjach www.spotkaniamalzenskie.us

Ojcowie pozwolili nam zabierać ofiary na sierociniec w Tanzanii po wszystkich mszach św., dlatego postanowiliśmy zostać tam cały dzień. Czas jednak mijał nam spokojnie i wesoło. Ojciec Piotr przychodził do nas i od czasu do czasu opowiedział śmieszny żart. Widać było, że sam cieszył się z naszej akcji Dobrego Samarytanina mówiąc, że to dobrze iż tacy ludzie jeszcze są i angażują się w pomoc biednym i głodującym.

Ogromną niespodzianką i zaskoczeniem było również dla nas to, iż tego dnia nie byliśmy jedynymi, którzy apelują w imieniu głodujących dzieci w Afryce. Tego dnia Amerykańską Częstochowę odwiedził również Biskup z Afryki Południowej, który sprawował mszę św. o godz. 12:30, prosząc wszystkich ludzi dobrego serca o pomoc dla biednych i głodnych dzieci w Afryce. Jego słowa utwierdziły w nas jeszcze bardziej sens tego co robimy. Po mszy św. Biskup udzielił błogosławieństwa całej naszej wspólnocie Dobrego Samarytanina i powiedział: „Walczcie o moje biedne i głodne dzieci w Afryce, które umierają w cierpieniu porzucone przez najbliższych z powodu braku pożywienia, one potrzebują waszej pomocy. Ja jestem tam na miejscu i wiem jak to wszystko wygląda dlatego cieszę się, widząc was tutaj, widząc, że nie jest wam obojętny ich los”.

Duże wsparcie mieliśmy również w ludziach, którzy podchodzili do nas i wkładając ofiary do puszek mówili: „Będziemy was wspierać ofiarą i modlitwą, a wy ratujcie głodujące dzieci w Afryce również w naszym imieniu, bo Bóg nas wszystkich kiedyś za to osądzi”. Słowa wypowiadane przez ofiarodawców umacniały nas w wierze, że działamy w słusznej sprawie w imieniu wszystkich ludzi dobrego i miłosiernego serca.

Tego dnia nasza Wspólnota Dobrego Samarytanina zebrała w Amerykańskiej Częstochowie $2592, które następnego dnia zostały przesłane na konto Siostry Rut w Tanzanii.

Wszystkim serdecznie dziękujemy za wsparcie, zarówno wolontariuszom jak i ofiarodawcom, a przede wszystkim Ojcom Paulinom z Częstochowy za możliwość przeprowadzenia naszej akcji i zbiórkę pieniędzy na budowę sierocińca w Tanzanii

Małgorzata Kaleta, koordynatorka Wspólnoty Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku.

Filmik o tej zbiórce: https://www.youtube.com/watch?v=LwUE4fT3oPI&t=136s

 

Siostra Rut o Centrum Samarytańskim

Jeżeli chcesz włączyć się w budowę szczęścia naszych dzieci proszę przeczytaj poniższy tekst. Jeżeli uznasz, że warto się nad tym zastanowić to prześlij tę informacje swoim znajomym. Pozdrawiam!!! Budowa przyszłości i nadziei dzieci porzuconych lub niemających rodziców – Bukanga, Tanzania.

Nasz Projekt dotyczy żyjących w Tanzanii dzieci, które nie maja żadnej pomocy od swoich rodziców lub też rodzin. Widzieliście na naszej stronie zdjęcia z naszymi dziećmi, mieszkają w ośrodku dla osób chorych psychicznie, nie muszę opisywać konsekwencji wychowawczych wypływających z tego faktu. Priorytetem projektu jest budowa przyszłości dzieci poprzez edukację oraz otoczenie ich opieką. W całej Tanzanii jak również w naszym rejonie Mara jest bardzo dużo dzieci, które potrzebują pomocy innych, dlatego też powstała myśl, aby zbudować dla nich Centrum, które zapewni im przyszłość. W Centrum Samarytańskimi, bo taką ma przyjąć nazwę, szczególnie będzie zwracało się uwagę na edukacje, ale również na rozwój kultury, sportu.

Dzieci zamieszkujące ośrodek będą dzieliły się swoim doświadczeniem z dziećmi z pobliskiej wioski. Również dla dzieci z zewnątrz będą prowadzone różne zajęcia wychowawcze. Szczególną uwagę będziemy zwracać również na naukę języka angielskiego, który jest niezbędnym w budowie przyszłości, gdyż wszystkie egzaminy na terenie Tanzanii odbywają się właśnie w tym języku.

Ze względu na to, iż w Centrum również ma powstać Ośrodek Zdrowia, dzieci jak również mieszkańcy wioski Bukanga będą korzystać z pomocy medycznej także będą przeprowadzane seminaria na tematy medyczne, dotyczące dbania o zdrowie.

Zazwyczaj dzieci niemające wsparcia rodziny sa dyskryminowane, wykorzystywane przez niektórych, dlatego dzięki temu Centrum chcemy walczyć z tym negatywnym czynnikiem, które występuje w społeczeństwie. Dzięki temu iż cały czas będą przebywać z nimi Siostry Samarytanki, będą budować razem dom.

Centrum ma powstać w Bukanga tj. wioska leżąca ok. 10 km od Musomy licząca 1900 mieszkańców, którzy w większości są rybakami albo rolnikami. Jest to bardzo biedne społeczeństwo. Na terenie tej wioski jest już 33 dzieci, które nie mają nikogo. Ogólnie Ośrodek pomieści 72 dzieci. Centrum Samarytańskie to budynek składający się z czterech skrzydeł: Pierwsze ma obejmować Ośrodek zdrowia i pokoje dla chorych, drugie skrzydło to klasy dla dzieci oraz cześć pokoi sypialnych, trzecie skrzydło to same pokoje sypialne i czwarte skrzydło to cześć gospodarcza, a więc kuchnia, jadalnia, stor na żywność, pralnia, szwalnia. Powierzchnia zabudowy wynosi 1000m2. Centrum będzie zbudowane na terenie, które otrzymaliśmy od tutejszego Biskupa.

Ufamy, że znajdą się ludzie, którzy będą chcieli wyłączyć się razem z nami w budowę przyszłości naszych dzieci. Na zdjęciach zamieściłam teren budowy, można zerknąć…jak również dla tych, którzy mają możliwości finansowe, numery konta w Polsce i w Tanzanii są umieszczone na naszej stronie w informacjach o nas. Ale szczególnie proszę o modlitwę za to nasze dzieło w roku Miłosierdzia aby nasze dzieci dzięki ludziom o dobrych sercach zamieszkały w prawdziwym, pełnym miłości domu.

 

Pozdrowienia Siostry Rut z Tanzanii

 Kochani, pozdrawiam Was z dalekiej Tanzanii.

Już od dawna pisze do Was Wszystkich, którzy macie dobre i wrażliwe serca. Jak wiecie budujemy dom dla dzieci. Kończymy pierwsze skrzydło, w którym mają mieścić się pokoje sypialne dla dzieci. Abyśmy mogli tam zamieszkać musimy zbudować drugie skrzydło, w którym będzie punkt medyczny, kuchnia, łazienki, pralnia, jadalnia i story na żywność. Bez tego nie będziemy mogli tam zamieszkać. Suma, która potrzebna jest na wybudowanie drugiego skrzydła to 80,000 USD. Dla nas tutaj to bardzo duża suma pieniędzy. Ale jeśli więcej osób zechciałoby przyłączyć się do naszej budowy sierocińca ofiarując swoją cegiełkę to ufam, że szybko wybudowalibyśmy drugie skrzydło. Już we wrześniu moglibyśmy zacząć fundamenty ale oczywiście potrzebne są na to pieniądze.

Może ktoś z Was chciałby dołożyć się jeszcze do naszej budowy domu dla porzuconych dzieci???? Serdecznie zapraszam … przyłączcie się do nas aby wspólnie zbudować przyszłość tych dzieci, które nie mają nic i nikogo…..Chyba trochę się pomyliłam…. one mają nas…. Siostry Samarytanki…. mają Wspólnotę Dobrego Samarytanina, która nam pomaga na czele z jej koordynatorką Małgosią, ks. Ryszardem Koper, z Panem Jackiem i maja Was, którzy już dołączyli do tej budowy, ufam, że będzie nas co raz więcej….

Jednym słowem: nasze dzieci są szczęściarzami, gdyż mają Was moi Kochani Znajomi na Fb oraz Wszyscy Przyjaciele.

Z wdzięcznością, s. Rut z Tanzanii

 

Pierwszy wigilijny stół dla sieroty

W sierpniu 2017 roku odwiedziliśmy z Klubem Nowojorskiego Podróżnika w Tanzanii misję Siostry Rut, która ratuje od śmierci głodowej porzucone sieroty i buduje dla nich sierociniec przy wsparciu Wspólnoty Dobrego Samarytanina z Nowego Jorku. Spotkanie z dziećmi, siostrą, kapłanem i biskupem głęboko zapadło w serca każdego z nas. Niejako za poręką Wspólnoty Dobrego Samarytanina przekazaliśmy na sierociniec $ 50 000. I w tym miejscu w imieniu Sierot i Siostry Rut i Wspólnoty Dobrego Samarytanina serdecznie dziękujemy wszystkim szlachetnym i hojnym Ofiarodawcom.

Za niedługi czas bierzemy się za zbiórkę pieniędzy na ten cel. Jedno skrzydło sierocińca już jest wybudowane, drugie jest w budowie. Dzięki Bogu znalazł się hojny ofiarodawca Fundacja Watoto- Dzieci Afryki, która sfinansowała koszt konstrukcji i pokrycia dachu. Aby jednak sieroty mogły doświadczyć ciepła rodzinnego na najbliższe święta Bożego Narodzenia, mogły tam zamieszkać, trzeba wykończyć wnętrze. Wiemy, ile to kosztuję. Wierzymy jednak, że Polonia Nowego Jorku i okolic wraz ze Wspólnotą Dobrego Samarytanina zbierze na tyle pieniędzy, że porzucone dzieci zapalą po raz pierwszy w życiu światełka na własnej choince.

Planujemy bankiet Nowojorskiego Klubu Podróżnika i Wspólnoty Dobrego Samarytanina. Cały dochód z imprezy będzie przeznaczony na sierociniec. Prosimy o dzielenie się pomysłami na zorganizowanie tego bankietu. Może znamy artystów, którzy zechcą się włączyć w szlachetne dzieło. Organizować będziemy zbiórki przy kościołach lub innych miejscach. Podajemy także konto Siostry w Nowym Jorku, gdzie można będzie wpłacać ofiary na ten cel. Każdy pomysł jest dobry, aby zbudować sierociniec, pomnik szlachetnych serc. Konta możemy znaleźć na stronie: http://nytravelclub.com.pl/ w sekcji Afrykańskie misje. Po przekazaniu pieniędzy na wskazane konto, jeśli to możliwe, prosilibyśmy o powiadomienie o tym przelewie Wspólnoty Dobrego Samarytania, a my informację o ofierze umieścimy w sekcji Podziękowanie ofiarodawcom na stronie nytravelclub.com.pl   Dzięki temu Siostra Rut będzie wiedziała jaka suma jest na koncie i jak rozplanować wydatki na sierociniec oraz Ofiarodawcy będą wiedzieć, czy ofiarowana suma znalazła się na koncie.

 

Aby usłyszeć wołanie głodnych dzieci

Ważna jest konkretna pomoc, ale nie mniej ważne jest nagłośnienie sprawy, aby głos potrzebujących dotarł do ludzi szlachetnych serc. Dlatego teraz piszemy o tym w prasie polonijnej w Polsce i Anglii i przygotowujemy film o tych misjach. Napisaliśmy także obszerny artykuł o sierocińcu, który dzięki życzliwości katolickiego tygodnika „Niedziela” będzie dostępny w całej Polsce i wielu innych krajach, w tym także w USA.

Fragment artykułu, który ukaże się w Niedzieli. Ten fragment napisała Małgorzata Kaleta, koordynatorka Wspólnoty Dobrego Samarytanina: „Julianna od pierwszej rozmowy na Skype nazywała mnie swoją mamą. Przy spotkaniu była ogromnie uradowana i szczęśliwa, że ktoś ją zaakceptował i obdarzył miłością. Gdy my załatwialiśmy formalności z Biskupem Julianna siedziała w ogrodzie, czekając z niecierpliwością na spotkanie. Kiedy wyszłam na zewnątrz i zawołałam „Julianna”, dziewczynka podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję. To było niesamowite przeżycie – jej małe serduszko biło przy moim. Nasze serca biły w rytmie ogromnej radości. Uniosłam moją małą córeczkę na rękach, a ona wtuliła się we mnie, patrząc na mnie tryskającymi radością swoimi ślicznym oczyma. Kiedy usiłowałam postawić ją na ziemi, podkurczała nóżki dając mi znak, że nie chce opuścić moich ramion. Siostra Rut, widząc to podeszła do mnie i powiedziała: „Małgosiu właśnie teraz spełnia się jej sen- marzenie z ostatniej nocy. Dzisiaj rano twoja córeczka po przebudzeniu przybiegła do mnie i z ogromną radością powiedziała: „Siostro, Siostro… śniło mi się, że dzisiaj przyjechała moja mama i cały dzień nosiła mnie na rękach”. Zrozumiałam wtedy jak ogromne znaczenie dla tych porzuconych dzieci ma bliskość drugiego człowieka, kogoś kto je pokocha, do kogo mogą powiedzieć: mamo, tato.

Przez cały pobyt nosiłam ją na rękach tuląc do siebie, aby choć przez chwilę mogła poczuć, że gdzieś daleko jest ktoś, kto bardzo ją kocha. Dzieci nie opuszczały nas ani na chwilę, a 9 letni Fryderyk ciągle szukał w grupie pielgrzymów swojego taty Jacka, który stał się dla niego upragnionym ojcem. Mały chłopczyk jak obłąkany chodził pomiędzy ludźmi przyglądając się każdemu mężczyźnie, niestety jego tato nie mógł tym razem z nami go odwiedzić. Zrozpaczony mały Fryderyk również, jak Juliana pragnął bliskości swojego adoptowanego rodzica. Siostra Rut widząc jego rozdarte serce przytuliła go mocno, aby chociaż trochę złagodzić jego tęsknotę za ojcowską miłością. Zaś ja starałam się wytłumaczyć dziecku, że jego tato bardzo go kocha, ale musiał zostać w Nowym Jorku, aby zarobić pieniądze na wybudowanie domku dla niego i reszty dzieci”.

Wspólnota Dobrego Samarytanina na mocy pisma biskupa Musomy otrzymała moralny mandat pełnienia misji charytatywnej na rzecz głodujących sierot. Abyśmy jednak mogli działać jako pełnoprawna organizacyjna podjęliśmy formalne kroki rejestracji naszej Wspólnoty w urzędzie miasta i afiliacji przy katolickiej parafii.

Bóg zapłać za wszelkie ofiary na ten szlachetny cel!

 

Prawo miłości najważniejsze

Kilka tygodni temu siostra Rut zadzwoniła do Małgosi, koordynatorki Wspólnoty Dobrego Samarytanina i powiedziała: „Małgosiu potrzebujemy pomocy. Otrzymaliśmy od KIRCHE IN NOT obietnicę 15 tys. euro na nasze dzieło, ale pod warunkiem, że sami zbierzemy na ten cel 20 tys. dolarów. Ta oferta ważna jest do końca roku. Co robić”. Siostra wyraziła wątpliwości, czy to się uda, bo ludzie chętniej dają pieniądze na sierociniec niż na budowę kościołów. Zbieraliśmy pieniądze na wykończenie drugiego skrzydła sierocińca, a tu dodatkowa zbiórka. Po tym telefonie zaczęliśmy nagłaśniać sprawę. Nasze ogłoszenie o propozycji KIRCHE IN NOT nie pozostało bez odpowiedzi. Kasia i Jan napisali, że chcieliby przekazać 20 tys. dolarów na ten cel, nawet gdy tego nie mogą odliczyć od podatków. Co więcej adoptowali 6 letniego Denisa z sierocińca siostry Rut. Kasia mówiła o tej ofierze z ogromną radością i wyznała, że to ją bardzo duchowo ubogaciło, ofiarowana miłość wraca do nas niezwykłymi łaskami samego Boga. Na drugi dzień ich przyjaciółka Elizabeth ofiarowała 5 tys. dolarów na sierociniec, dziękując Bogu, że może się dzielić tym co otrzymała od Niego. Małgorzata, koordynatorka Wspólnoty ofiarowała 2 tys dolarów na tabernakulum do kościoła, radując się, że mogła Jezusowi ufundować „domek”. Kilka dni później Ania i Marcin, szczęśliwi małżonkowie i rodzice ofiarowali $500, dziękując Bogu za błogosławieństwo ich rodziny.

Były też ofiary po $10. Gdy słyszałem słowa, że ofiarodawcy wychowują własne dzieci i na więcej ich nie stać, ale chcą się podzielić z najbardziej potrzebującymi, to to byłem pewien, że jest to wielka ofiara, bo Bóg patrzy w nasze serce. Ci wspaniali ludzie są przekonywującymi świadkami zbawiającej miłości, która w Bogu ma swoje źródło.

Niektórzy z potencjalnych ofiarodawców, pytali czy ofiarowaną sumę mogą odpisać od podatków. Zarejestrowanie Wspólnoty jako organizacji non profit może potrwać do roku czasu, stąd też chcemy się afiliować przy organizacji non profit. Wygląda na to, że niedługo afiliacja stanie się to faktem. Ale nie jest to takie proste, bo wiele praw państwowych czy kościelnych nie sprzyja szlachetnym odruchom serc w wypełnianiu najważniejszego ewangelicznego przykazania miłości. Według tych praw często te szlachetne odruchy serc spieszenia z pomocą umierającym dzieciom są nielegalne. A w rzeczywistości to te ludzkie prawa są nielegalne, gdy przyłożymy do nich, miarę ewangelicznej miłości, które jest najważniejszym prawem. Gdy staniemy przed Bogiem, zdawać będziemy sprawę tylko z ewangelicznego prawa miłości. „Nielegalna”, publiczna zbiórka pieniędzy dla głodujących dzieci będzie przed Bogiem jak najbardziej legalna, załgująca na chwałę wieczną.

Afrykańskie safari miłości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *